Unia Europejska zażądała od Twittera, YouTube, Facebooka rozpoczęcia usuwania tzw. „fałszywych wiadomości”. Komisarze UE zagrozili, że jeśli Internetowi giganci nie podejmą zadowalających kroków w celu usuwania „fałszywych wiadomości” wówczas uchwalą ustawy, które prawnie zalegalizują cenzurę pod kątem blokowania „nielegalnej mowy nienawiści”.
Problemem jest brak podania definicji tego czym jest „nielegalna
mowa nienawiści” czy też „fałszywe wiadomości”, co jednoznacznie wskazuje, że
mamy do czynienia z użyciem nowomowy w ścisłym orwellowskim rozumieniu.
Charakterystyczne w orwellowskiej nowomowie jest tworzenie terminów nie
mających definicji oraz o tak szerokiej, możliwej interpretacji, że każda treść
może stać zakazana, jeśli tylko tak zdecydują odpowiedzialni za to oficjele. Jednocześnie
decyzja może zostać podjęta w sposób dowolny, czyli przedstawiający informację
w żadnym momencie nie ma pewności, że nie generuje już „fałszywej wiadomości”,
która prowadzić może do określonych sankcji.
Dokładnie tak samo postrzega nowe regulacje unijne przedstawiciel
brytyjskiej UKIP Diane James, który w rozmowie dla internetowego portalu
Breitbart stwierdził, iż europejska definicja mowy nienawiści: „jest tak
niejasna, że jest początkiem wierzchołka góry lodowej, nie tylko ograniczania
mowy nienawiści, ale również wolność słowa”.
Jednym z problemów jest sytuacja, w której decyzja
podejmowana jest przez Komisję Europejską, która nie ma mandatu społeczeństw
poszczególnych krajów europejskich a jest wewnętrznym ciałem unijnym wybieranym
przez establishment polityczny. Jak groźne może być działanie realizowane przez
KE pokazuje lista portali jakoby przedstawiających „fałszywe informacje” stworzona
przez progresywną organizację amerykańską a zaprezentowana przez Washington
Post, na której znalazły się alternatywne media internetowe. Na liście nie
znalazły się żadne strony kojarzone z tzw. mainstreamowymi czy nazywanymi
również „starymi mediami” pomimo, że wielokrotnie zdarzało się tym mediom prezentowanie
informacji nieprawdziwych, niekompletnych.
Na razie YouTube, Facebook, Twitter i Microsoft
poinformowali, że zamierzają wdrożyć cyfrowe rozwiązania mające śledzić tak
zwane „ekstremistyczne” treści na podstawie odcisków cyfrowych. Niestety ponownie
nie zostało przedstawione czym w rzeczywistości są owe ekstremistyczne treści.
Niepokojące jest, że przedstawiciele UE, którzy mają spotkać
się z internetowymi gigantami w tym tygodniu jako ekstremistyczne treści
traktują wszelkie informacje, które związane są bezpośrednio z krytyką UE czy
szeroko pojętymi ruchami antyeuropejskimi. Prowadzić to może niestety prędzej
czy później do sytuacji, w której uzasadniona krytyka oraz prawo do sprzeciwu
społecznego zostanie uznane za ekstremistyczną treść.
Źródła:
* wolnemedia.net - http://adf.ly/1gVMcI
* prisonplanet.pl - http://adf.ly/1gVMgA


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz